10 grudnia 2021

Foto Frankfurt Mallorca EU

Fotografia od Frankfurtu do Majorki

ANATOMIA KRYZYSU

Bessa i hossa to dwa punkty giełdy naktórych można zarobić. Jednak spekulacje moga doprowadzić do kryzysu. - Zdjęcie autorstwa AlphaTradeZone z Pexels

ANATOMIA KRYZYSU  (Milton i Rose Friedman „Wolny Wybór”)

Czy wielki zysk zawsze się opłaca w skali długo terminowej?
Zdjęcie autorstwa cottonbro z Pexels

Depresja, która zaczęła się w połowie roku 1929, była dla Stanów Zjednoczonych katastrofą na skalę bezprecedensową. Zanim gospodarka osiągnęła w roku 1933 dno kryzysu, dochód narodowy spadł o połowę, produkcja globalna o jedną trzecią, a bezrobocie osiągnęło nie notowany nigdy dotąd poziom 25 procent całej siły roboczej. Depresja stanowiła nie mniejszą katastrofę również dla reszty świata. Rozszerzając się na inne kraje, wywoływała wszędzie mniejszą produkcję, większe bezrobocie, głód oraz niedolę. W Niemczech pomogła dojść do władzy Adolfowi Hitlerowi, torując tym samym drogę drugiej wojnie światowej. W Japonii wzmocniła klikę wojskową pragnącą stworzyć kwitnącą Wielką Azję Wschodnią. W Chinach doprowadziła do zmian pieniężnych, które nieodwracalnie przyśpieszyły hiperinfla- cję, a przez to przypieczętowały los reżimu Czang Kaj-szeka i wyniosły do władzy komunistów.

W świecie idei depresja przekonała opinię publiczną, że kapitalizm jest systemem niestabilnym, skazanym na coraz poważniejsze kryzysy. Opinia publiczna zaczęła teraz wyznawać poglądy, które już przedtem zyskiwały rosnącą aprobatę wśród intelektualistów. Głosiły one, że rząd musi odgrywać aktywną rolę, że musi interweniować dla przeciwdziałania niestabilności wywoływanej przez nie poddaną regulacji prywatną przedsiębiorczość i że musi pełnić funkcję balansjera, utrzymującego stabilność i zapewniającego bezpieczeństwo. Zmiana poglądów opinii publicznej na temat tego, jaka jest właściwa rola prywatnej przedsiębiorczości i rządu, stała się ważnym katalizatorem szybkiego, od tamtej pory, wzrostu aparatu państwowego, zwłaszcza na szczeblu centralnym.

Depresja wywołała również daleko idące zmiany w myśli ekonomicznej. Katastrofa gospodarcza rozbiła długo głoszony i umocniony jeszcze w latach dwudziestych pogląd, że polityka monetarna jest instrumentem zdolnym do utrzymania stabilności gospodarczej. Poglądy odwróciły – się teraz o 180 stopni. Uznano, że „pieniądze nie mają znaczenia”. Alternatywną, w stosunku do poprzednich, teorię zaproponował jeden z wielkich ekonomistów XX wieku, John Maynard Keynes. Rewolucja keynesowska nie tylko zawładnęła myślą ekonomiczną, ale była także pociągającym usprawiedliwieniem oraz receptą na rozległą interwencję rządową.

Zmiana poglądów zarówno opinii publicznej jak i zawodowych ekonomistów wynikała z niezrozumienia tego, co się faktycznie wydarzyło. Wiemy obecnie, podobnie jak niektórzy wiedzieli to i wówczas, że depresja nie została wywołana wadami prywatnej przedsiębiorczości lecz niepowodzeniami rządu w dziedzinie, za którą był od początku odpowiedzialny w dziedzinie „bicia monety, określania jej wartości oraz wartości walut zagranicznych”, by posłużyć się sformułowaniem zawartym w § 8 art. I Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Niestety, jak zobaczymy w rozdziale 9, nieumiejętność rządu w zarządzaniu sferą pieniądza nie jest tylko sprawą przeszłości. Ciągnie się ona aż do dnia dzisiejszego.

GENEZA SYSTEMU REZERWY FEDERALNEJ

Kryzys światowy doprowadził do bankructwa wielu przedsiębiorców.
Zdjęcie autorstwa Andrea Piacquadio z Pexels

W poniedziałek 21 października 1907 roku, jakieś pięć miesięcy od chwili rozpoczęcia się recesji, trzecie co do wielkości w Nowym Jorku towarzystwo powiernicze Knickerbocker Trust Company zaczęło przeżywać trudności finansowe. Następnego dnia „run” na bank spowodował jego zamknięcie (jak się okazało przejściowe: wznowił on działalność w marcu 1908 roku). Zamknięcie Kinckerbocker Trust wywołało run na inne towarzystwa powiernicze, wpierw w Nowym Jorku, a później w innych częściach kraju. Rozpoczęła się „panika” bankowa, podobna do tych, które od czasu do czasu zdarzały się w wieku XIX.

W ciągu tygodnia banki w całym kraju zareagowały na „panikę” „ograniczeniem wypłat”. Ogłosiły, że nie będą wypłacać gotówki na żądanie depozytariuszy pragnących wycofać swoje depozyty. W niektórych stanach gubernatorzy lub prokuratorzy generalni podjęli kroki, aby usankcjonować prawnie ograniczenia wypłat. W pozostałych praktyka taka była po prostu tolerowana i bankom pozwolono funkcjonować, nawet jeśli stosowały pewne techniczne zabiegi naruszające stanowe ustawodawstwo bankowe.

Ograniczenie wypłat zmniejszyło liczbę bankructw banków i zastopowało run. Wywołało jednak poważne kłopoty dla sfery biznesu. Doprowadziło do niedoborów bilonu i pieniądza w ogóle, a także do wprowadzenia do obiegu monet drewnianych i innych substytutów prawnych środków płatniczych. W momencie największego niedoboru pieniądza za 100 dolarów gotówki płacono 104 dolary depozytu bankowego. Panika i restrykcje razem wzięte przekształciły recesję w jedną z najpoważniejszych, jakie do tej pory dotknęły Stany Zjednoczone. Uczyniły to bezpośrednio zmniejszając zaufanie i możliwość efektywnego prowadzenia interesów, a także pośrednio wymuszając zmniejszenie ilości pieniądza.

Ostra faza recesji nie trwała jednak długo. Banki wznowiły wypłaty na początku 1908 roku. Kilka miesięcy później zaczęło się ożywienie gospodarcze. Recesja trwała wszystkiego zaledwie 13 miesięcy, z czego na jej ostrą fazę przypadała mniej więcej połowa tego okresu.

Ten dramatyczny epizod był w dużej mierze przyczyną uchwalenia w roku 1913 ustawy o Rezerwie Federalnej. Za jego też sprawą stały się politycznie niezbędne pewne działania w sferze pieniądza i bankowości. Za republikańskiej administracji Theodore’a Roosevelta powołano Krajową Komisję Monetarną, kierowaną przez znanego senatora republikańskiego Nelsona W. Aldricha. Za prezydentury demokraty Woodrowa Wilsona znany kongresmen demokratyczny, a później senator, Carter Glass przerobił i na nowo sformułował zalecenia tej komisji. W rezultacie System Rezerwy Federalnej stał się odtąd naczelną krajową władzą monetarną.

Cóż w istocie znaczą określenia „run”, „panika” i „ograniczenia wypłat”? Dlaczego wywołały one tak dalekosiężne skutki, jakie im przypisujemy? I co autorzy ustawy o Rezerwie Federalnej proponowali dla zapobieżenia podobnym wypadkom?

Run na banki jest próbą jednoczesnego „wycofania” depozytów w formie gotówki przez wielu depozytariuszy. Run powstaje w wyniku plotek lub faktów, które skłaniają depozytariuszy do obaw, że bank jest niewypłacalny i nie będzie w stanie wypełnić swoich zobowiązań. Run jest próbą wydostania przez każdego „swoich” pieniędzy, zanim wszystko przepadnie.

Łatwo można zrozumieć, dlaczego może on spowodować szybsze aniżeli w przypadku, gdyby nie nastąpił, bankructwo niewypłacalnego banku. Ale dlaczego może się on również stać przyczyną kłopotów dla banku, który jest wypłacalny? Odpowiedź związana jest z jednym z najbardziej mylących w naszym języku określeń – ze słowem „depozyt”, kiedy użyte jest ono w odniesieniu do żądania zgłaszanego pod adresem banku. Jeżeli „deponujemy” w banku gotówkę, skłonni jesteśmy przypuszczać, że bierze on nasze „zielone” i dopóty „deponuje” je bezpiecznie w skarbcu bankowym, dopóki nie zażądamy ich znowu. W istocie jednak nie robi on nic takiego. Gdyby tak bowiem czynił, skąd czerpałby dochód, z którego opłaca własne wydatki, żeby już nie wspomnieć o procentach płaconych od złożonych depozytów? Bank tylko niewielką część „zielonych” może chować do skarbca jako „rezerwę”. Resztę pożycza komuś innemu, pobierając za to określony procent lub wydaje na zakup oprocentowanych papierów wartościowych.

Jeżeli, jak w typowym przypadku, deponujemy nie gotówkę, ale czeki innych banków, nasz bank nie dostaje do ręki nawet gotówki, którą mógłby zdeponować w skarbcu. Otrzymuje on jedynie zobowiązanie gotówkowe innego banku, którego zwykle nie egzekwuje, albowiem inne banki mają z kolei jego zobowiązania. Na każde 100 dolarów depozytów, wszystkie banki razem wzięte, mają tylko kilka dolarów w gotówce złożone w skarbcach. Mamy zatem „system bankowy z częściową rezerwą”. Działa on bardzo dobrze pod warunkiem, że każdy jest przeświadczony, iż może zawsze otrzymać gotówkę ze swojego depozytu, w związku z czym stara się ją uzyskać wyłącznie wtedy, kiedy jej naprawdę potrzebuje. Ponieważ nowe depozyty gotówkowe przeważnie z grubsza równają się wycofywanym, wystarcza niewielka kwota rezerwy, aby wyrównać przejściowe rozbieżności. Jeżeli wszakże wszyscy naraz próbują dostać gotówkę, sytuacja zmienia się radykalnie. Jest wtedy wielce prawdopodobne, że nastąpi panika, podobnie jak wówczas, gdy ktoś w zatłoczonym teatrze krzyknie „ogień” i wszyscy biegną do wyjścia.

Jeden bank może poradzić sobie z runem, pożyczając od innych banków lub żądając od swych dłużników zwrotu pożyczek. Mogą oni to zrobić wycofując gotówkę z innych banków. Ale jeśli run na banki rozszerza się, nie mogą one wszystkie zaradzić mu w ten sam sposób. Nie ma po prostu tyle gotówki w ich skarbcach, by mogła ona zadośćuczynić żądaniom wszystkich depozytariuszy. Co więcej, jakakolwiek próba sprostania rozszerzającemu się runowi na banki poprzez opróżnianie skarbców, o ile nie osiągnie błyskawicznie sukcesu przywracając zaufanie i kończąc run tak, że gotówka zostanie na nowo zdeponowana, skazana jest na niepowodzenie: wymusza znacznie większą redukcję samych depozytów. W roku 1907 banki miały przeciętnie tylko 12 dolarów gotówki na każde 100 dolarów depozytów. Każdy dolar depozytu przemieniony w gotówkę i przeniesiony ze skarbca bankowego do materacy depozytariuszy czynił koniecznym redukcję depozytów o dodatkowe 7 dolarów, jeśli banki miały utrzymać poprzednią stopę rezerw gotówkowych jako określonego procentu depozytów. Z tej to właśnie przyczyny run, powodując chomikowanie gotówki, rodzi spadek ogólnej podaży pieniądza. Z tej również przyczyny powoduje on taki brak środków. Poszczególne banki usiłują dostać gotówkę dla zaspokojenia żądań depozytariuszy, naciskając swych dłużników, by spłacili pożyczki i odmawiając ich odnowienia lub udzielenia dodatkowych pożyczek. Dłużnicy jako całość nie mają się do kogo zwrócić, tak więc banki upadają i biznes także.

Jak można zahamować już istniejącą panikę albo jeszcze lepiej, jak zapobiec w ogóle jej powstaniu? Jedną z metod powstrzymywania paniki jest ta, przyjęta w roku 1907: zgodne ograniczenie wypłat przez banki. Były one otwarte, ale porozumiały się między sobą, aby nie wypłacać gotówki na żądania swych depozytariuszy. Zamiast tego działały przy pomocy zapisów księgowych. Honorowały sobie nawzajem czeki wypisywane przez własnych depozytariuszy, zmniejszając jednym depozyty zarejestrowane po stronie „ma” i zwiększając depozyty drugich po stronie „winien”. W przypadku czeków wypisanych przez własnych depozytariuszy depozytariuszom innych banków lub odwrotnie, działały prawie tak samo jak zwykle, „poprzez system clearingu”, tzn. kompensowania własnych czeków zdeponowanych w innych bankach czekami wystawionymi na inne banki a otrzymanymi jako depozyty. Jedyna różnica polegała na tym, że wszelkie różnice między sumami zobowiązań i należności wobec innych banków regulowane były przyrzeczeniem zapłaty zamiast, jak zwykle, transferem gotówki. Banki wypłacały też trochę gotówki, lecz nie na każde żądania, a tylko swym regularnym klientom potrzebującym jej na wypłaty i podobnie pilne cele. Otrzymywały również od nich trochę gotówki. W warunkach działania takiego systemu mogły i faktycznie też wciąż bankrutowały, ponieważ oparte były na „chwiejnych” podstawach. Jeśli zaś nie bankrutowały to tylko dlatego, że nie mogły wymienić bardzo solidnych aktywów na gotówkę. Wraz z upływem czasu panika ustawała, powracało zaufanie do banków i mogły one wznawiać wypłaty gotówki na żądanie bez groźby zapoczątkowania nowej serii runów. Jest to oczywiście drastyczna metoda zahamowania paniki, ale działała.

Innym sposobem jest umożliwienie solidnym bankom szybkiej wymiany ich aktywów na gotówkę, nie kosztem innych banków, lecz przez udostępnienie dodatkowej gotówki. Czyli w pewnym sensie poprzez ratowanie się prasą drukarską. Tę właśnie metodę przewidywała ustawa o Rezerwie Federalnej. Spodziewano się, że zapobiegnie ona nawet przejściowym kłopotom wywoływanym ograniczeniem wypłat. Dwunastu bankom regionalnym przewidzianym ustawą i działającym pod kierownictwem Zarządu Rezerwy Federalnej w Waszyngtonie przyznano władzę „bycia kredytorami ostatniej instancji” dla banków handlowych. Mogły one udzielać takich pożyczek w formie gotówki banknotów Rezerwy Federalnej (które miały prawo drukować) lub w postaci kredytów depozytowych w swoich księgach – owej magicznej sztuczki robionej piórem księgowego. Miały one pełnić funkcję banków bankierów, jako amerykański odpowiednik Banku Anglii i innych banków centralnych.

Pierwotnie spodziewano się, że banki Rezerwy Federalnej działać będą, głównie udzielając bankom bezpośrednich pożyczek pod zastaw ich własnych aktywów głównie skryptów dłużnych, odpowiadających pożyczkom udzielanym przez banki sferze biznesu. W przypadku wielu takich pożyczek banki „dyskontowały” owe skrypty, czyli wypłacały mniej, niż kwota na jaką one opiewały. Dyskonto stanowiło pobierany przez nie procent. Rezerwa Federalna z kolei „redyskontowała” owe skrypty dłużne, pobierając tym samym od banków procent od owych pożyczek.

Wraz z upływem czasu jednak nie redyskonto, lecz „operacje na otwartym rynku”, czyli kupno i sprzedaż obligacji rządowych stały się główną metodą, przy pomocy której System Rezerwy Federalnej powiększał lub zmniejszał sumę pieniędzy. Kiedy bank Rezerwy Federalnej kupuje obligację rządową, płaci za nią banknotami Rezerwy Federalnej, które posiada w swoich skarbcach lub które wydrukuje albo, co jest bardziej typowe, powiększa na swoim koncie depozyt banku handlowego. Ten z kolei albo sam może być sprzedawcą obligacji, albo może być bankiem, w którym jej sprzedawca trzyma swój rachunek depozytowy. Dodatkowa gotówka i depozyty (kreowane przez Rezerwę Federalną) pełnią funkcję rezerwy banków handlowych, umożliwiając im jako całości powiększenie ogólnej sumy depozytów o wielokrotność dodatkowych rezerw. Dlatego też gotówka i depozyty w bankach Rezerwy Federalnej nazywane są „pieniędzmi o dużej mocy” lub „podstawą monetarną”. Kiedy bank Rezerwy Federalnej sprzedaje obligacje, ma miejsce proces odwrotny. Rezerwy banków handlowych zmniejszają się i prowadzi to do skurczenia się sumy ich depozytów. Do całkiem niedawna możność kreowania przez banki Rezerwy Federalnej gotówki i depozytów ograniczona była sumą posiadanego przez Rezerwę złota. Ograniczenie to obecnie nie istnieje i poza rozwagą ludzi kierujących Systemem Rezerwy Federalnej nie ma żadnego innego efektywnie działającego hamulca.

Po niepowodzeniach Systemu Rezerwy Federalnej we wczesnych latach trzydziestych skuteczną metodę zapobiegania panice przyjęto ostatecznie w roku 1934. Powołano Federalną Korporację Ubezpieczenia Depozytów, która miała je zabezpieczać przed stratami, aż do pewnego maksimum. Ubezpieczenie to daje właścicielom wkładów pewność, że ich depozyty są bezpieczne. Tym samym zapobiega powstawaniu runu na inne banki w przypadku, gdy jakiś niesolidny plajtuje lub przeżywa kłopoty finansowe. Ludzie w zatłoczonym teatrze są przeświadczeni, że jest on naprawdę ognioodporny. Od roku 1934 zdarzały się bankructwa banków i runy na pojedyncze z nich. Nie było jednak panik bankowych w dawnym stylu.

Gwarantowanie depozytów w celu uniknięcia paniki stosowane było często przez same banki już wcześniej, z tym, że przyjęte metody były częściowe i mniej skuteczne. Wiele razy, kiedy jakiś bank przeżywał kłopoty finansowe lub groził mu run z powodu plotek o takich kłopotach, inne banki zrzeszały się dobrowolnie dla zgromadzenia funduszu gwarantującego złożone w nim depozyty Ta metoda zapobiegła wielu potencjalnym panikom i przerwała inne, które się już rozpoczęły. W niektórych przypadkach zawodziła, gdy nie można było osiągnąć zadowalającego porozumienia lub gdy zaufanie nie zostało szybko przywrócone. Szczególnie dramatyczny i ważny przypadek takiego niepowodzenia przeanalizujemy w dalszej części rozdziału.

POCZĄTKOWE LATA SYSTEMU REZERWY FEDERALNEJ

System Rezerwy Federalnej zaczął działać pod koniec roku 1914, w kilka miesięcy po wybuchu wojny w Europie, która radykalnie zmieniła jego rolę i znaczenie.

Kiedy powołano do życia System Rezerwy, Anglia stanowiła centrum świata finansowego, który jak twierdzono oparty był na złocie (gold standard). Równie dobrze można było jednak powiedzieć, że był oparty na funcie szterlingu. System Rezerwy Federalnej przewidziano głównie jako środek unikania panik bankowych i stwarzający udogodnienia dla handlu. W mniejszym stopniu myślano o nim jako o bankierze rządu. Przyjęto za oczywiste, że działać będzie w systemie opartym na złocie, reagując tylko na wydarzenia zewnętrzne, ale ich nie kształtując.

Pod koniec wojny Stany Zjednoczone zastąpiły jednak Wielką Brytanię w roli centrum świata finansów. Świat oparł się na dolarze i tak już zostało, nawet po odtworzeniu, osłabionego w porównaniu z przedwojennym, systemu opartego na złocie. System Rezerwy Federalnej nie był już tylko mało istotnym organem biernie reagującym na wydarzenia zewnętrzne. Stał się ważną i niezależną siłą kształtującą strukturę monetarną świata.

Lata wojny, zwłaszcza zaś okres po przystąpieniu do niej Stanów Zjednoczonych, dowiodły jego siły zarówno w dobrym jak i złym tego słowa znaczeniu. Jak we wszystkich poprzednich (i późniejszych) wojnach, w celu finansowania wydatków wojennych odwołano się do prasy drukarskiej do druku banknotów. Ale System umożliwił czynienie tego na sposób bardziej wymyślny i wyrafinowany aniżeli to było możliwe przedtem. Prasa drukarska w dosłownym tego słowa znaczeniu używana była czasem, gdy banki Rezerwy Federalnej kupowały obligacje ze Skarbu Stanów Zjednoczonych, płacąc za nie banknotami Rezerwy Federalnej, którymi z kolei Skarb pokrywał swoje wydatki. Ale w większości wypadków Fed (potoczny skrót Systemu Rezerwy Federalnej) płacił za kupowane obligacje, udzielając Skarbowi kredytu na rachunkach depozytowych w bankach Rezerwy Federalnej. Skarb płacił przy zakupach czekami mającymi pokrycie w owych depozytach. Kiedy otrzymujący czeki deponowali je w swoich bankach, a te z kolei w bankach Rezerwy Federalnej, depozyty Skarbu na rachunku Fed przenoszone były do banków handlowych, powiększając ich rezerwy. Wzrost ten umożliwiał systemowi bankowości handlowej ekspansję, w dużym wówczas stopniu poprzez samodzielne zakupy obligacji rządowych lub udzielanie na ich kupno pożyczek swym klientom. W tym okrężnym procesie Skarb uzyskiwał nowo wykreowane pieniądze, którymi pokrywał wydatki wojenne, lecz ów wzrost ilości pieniądza przybierał głównie postać powiększonych depozytów w bankach handlowych, a nie gotówki. Subtelność owego procesu, za pomocą którego powiększano ilość pieniądza, nie zapobiegła inflacji, ale czyniła całą operację gładką i, przez ukrycie tego co się faktycznie wydarza, zmniejszała lub odraczała ludzkie obawy co do inflacji.

Po wojnie System wciąż szybko powiększał ilość pieniądza, karmiąc tym samym dalej proces inflacyjny. Na tym etapie jednak owe dodatkowe pieniądze używane były nie do płacenia wydatków rządu, lecz do finansowania prywatnej działalności gospodarczej. Jedna trzecia naszej globalnej inflacji wojennej miała miejsce nie tylko po zakończeniu wojny, ale także po zniknięciu rządowego deficytu wywołanego jej finansowaniem. Poniewczasie System wykrył swój błąd. Zareagował wówczas gwałtownie, pogrążając kraj w ostrej, choć krótkiej depresji lat 1920-2l.

Przez pozostałe lata owej dekady System Rezerwy szedł niewątpliwie na fali. W ciągu kilku lat był skutecznie działającym balansjerem, zwiększając stopę wzrostu pieniądza, gdy gospodarka wykazywała oznaki hamowania i redukując tę stopę, gdy gospodarka zaczynała się rozwijać szybciej. Nie zapobiegło to fluktuacjom gospodarki, ale przyczyniło się do ich złagodzenia. Były to, co więcej, działania na tyle zrównoważone, że nie spowodowały inflacji. Wynikiem stabilnej atmosfery monetarnej i ekonomicznej był szybki wzrost gospodarczy. Ogłoszono wszem i wobec nadejście nowej ery i śmierć cyklu koniunkturalnego wyprawionego rzekomo na tamten świat przez czujny System Rezerwy Federalnej.

Sukces lat dwudziestych należy w dużym stopniu przypisać nowojorskiemu bankierowi, Benjaminowi Strongowi, który był pierwszym szefem Nowojorskiego Banku Rezerwy Federalnej i pozostał nim aż do chwili swej przedwczesnej śmierci w roku 1928. Do tego momentu Nowojorski Bank Rezerwy Federalnej był głównym motorem zarówno wewnętrznej, jak i zagranicznej polityki Systemu, a Benjamin Strong jego bezsprzecznie dominującą postacią. Był człowiekiem wybitnym. opisanym przez jednego z członków Zarządu Rezerwy Federalnej jako „geniusz – Hamilton między bankierami”. Bardziej niż ktokolwiek w Systemie cieszył się on zaufaniem i poparciem innych przywódców świata finansów wewnątrz i spoza Systemu. Posiadał siłę wewnętrzną, czyniącą jego poglądy dominującymi. Miał też odwagę działania na ich podstawie.

Śmierć Stronga rozpętała wewnątrz Systemu walkę o władzę. Miało to w przyszłości mieć daleko idące konsekwencje. Jak pisze jego biograf: „Śmierć Stronga pozbawiła System ośrodka inicjatywy i akceptowanego przywództwa. W waszyngtońskim Zarządzie Rezerwy Federalnej zdecydowano, że Nowojorski Bank nie powinien dłużej pełnić takiej roli. Jednak wziąwszy ją na siebie, Zarząd nie potrafił wykazać inicjatywy. Wciąż był słaby i podzielony. (…) Co więcej, większość pozostałych banków Rezerwy Federalnej wykazywała niechęć do poddania się kierownictwu Zarządu. (…) Tak więc Systemowi nietrudno było pogrążyć się w niezdecydowaniu i ogólnym impasie.”

Ta walka o władzę okazała się – czego nikt w owym czasie nie mógł przewidzieć – pierwszym krokiem w coraz szybciej przebiegającym transferze uprawnień w kierunku od prywatnego rynku do rządu i od władz lokalnych oraz stanowych do Waszyngtonu.

POCZĄTEK KRYZYSU

Wedle powszechnego mniemania kryzys rozpoczął się w Czarny Czwartek, 24 października 1929 roku z chwilą załamania się giełdy nowojorskiej. Po szeregu przejściowych wahnięć w górę i w dół rynek papierów wartościowych zamknął rok 1933 na poziomie mniej więcej jednej szóstej oszałamiającego poziomu z roku 1929.

Krach giełdy miał istotne znaczenie, ale nie był to bynajmniej początek kryzysu. Aktywność gospodarcza osiągnęła szczyt już w sierpniu 1929 roku, dwa miesiące przed krachem giełdowym i zdążyła znacznie się już do tego czasu obniżyć. Krach odzwierciedlał rosnące trudności gospodarcze i rozbił nie dający się dłużej utrzymać boom spekulacyjny. Oczywiście skoro nastąpił, posiał niepewność między biznesmenami oraz innymi, otumanionymi oślepiającą wizją nowej ery. Ostudził skłonność do wydatków zarówno konsumentów jak i przedsiębiorców oraz wzmógł ich pragnienie powiększenia płynnych rezerw na nieprzewidziane wypadki.

Owe kryzysogenne skutki krachu na giełdzie zostały następnie silnie wzmocnione zachowaniem Systemu Rezerwy Federalnej. W momencie krachu Nowojorski Bank Rezerwy, w nieomal odruchu warunkowym wyuczonym za ery Stronga, natychmiast zadziałał na własną rękę, aby zamortyzować szok. Kupował rządowe papiery wartościowe, powiększając przez to rezerwy bankowe. Umożliwiało to bankom handlowym osłabienie szoku, dostarczając firmom giełdowym dodatkowych pożyczek w drodze zakupu papierów wartościowych zarówno od nich, jak i od innych dotkniętych krachem. Ale Strong już nie żył, a Zarząd chciał ustanowić swoje przywództwo. Szybko zadziałał, aby zdyscyplinować Nowy Jork i ten ustąpił. Od tej pory System zaczął postępować zupełnie inaczej aniżeli podczas wcześniejszych recesji ekonomicznych z lat dwudziestych. Zamiast aktywnie zwiększać podaż pieniądza o większą niż zazwyczaj kwotę, aby wyrównać kurczenie się gospodarki, pozwolił w ciągu całego roku 1930 na powolny spadek jego ilości. W porównaniu ze spadkiem ilości pieniądza od końca 1930 roku do początku roku 1933 (o mniej więcej jedną trzecią), spadek ilości pieniądza do października 1930 roku wydaje się łagodny zaledwie o 2,6 procent. Porównując go jednak z wydarzeniami z przeszłości, był znaczny. Był faktycznie większy aniżeli w trakcie lub przed rozpoczęciem wszystkich, oprócz kilku, poprzednich kryzysów.

Połączony efekt następstw giełdowego krachu i powolnego spadku ilości pieniądza w roku 1930 dał w sumie całkiem poważny kryzys. Nawet gdyby zakończył się on pod koniec roku 1930 lub na początku 1931, co mogłoby się wydarzyć, gdyby nie nastąpiło załamanie monetarne, i tak zaliczony by został do jednego z najpoważniejszych w historii.

KRYZYSY BANKOWE

Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Aż do jesieni roku 1930 kurczeniu się aktywności, aczkolwiek było ono poważne, nie towarzyszyły kłopoty systemu bankowego ani run na banki. Charakter kryzysu zmienił się radykalnie po serii bankructw na Środkowym Zachodzie i Południu, które podkopały zaufanie do bankowości i doprowadziły do masowych prób przekształcenia depozytów w gotówkę.

Zaraza doszła w końcu do centrum krajowych finansów Nowego Jorku. Krytyczną datą był 11 listopada 1930 roku, kiedy to zamknął swoje podwoje Bank Stanów Zjednoczonych (Bank of United States). Był to największy bank handlowy, jaki zbankrutował do tego momentu w całej historii USA. I choć był zwykłym bankiem handlowym, jego nazwa sugerowała, tak w kraju, jak i za granicą, że jest to bank oficjalny. Jego upadek był zatem szczególnie ciężkim ciosem zadanym wiarygodności systemu bankowego.

Fakt, że tak kluczową rolę odgrywał właśnie Bank Stanów Zjednoczonych był raczej przypadkiem. Wziąwszy pod uwagę zdecentralizowaną strukturę amerykańskiego systemu bankowego plus politykę Systemu Rezerwy Federalnej, pozwalającą obniżać się zapasom pieniądza i nie reagującą energicznie na bankructwa banków, seria mniejszych plajt musiała prędzej czy później wywołać run na duże banki. Gdyby nie upadł w tym czasie Bank Stanów Zjednoczonych, bankructwo jakiegoś innego dużego banku stałoby się kamyczkiem pociągającym za sobą lawinę. Było także przypadkiem, że splajtował właśnie Bank Stanów Zjednoczonych. Był to bank solidny. Choć zlikwidowany podczas najgorszych lat kryzysu, wypłacał aż do końca swoim depozytariuszom 92,5 centów z każdego dolara ich wkładów. Niewątpliwie gdyby potrafił przetrwać pierwszą falę kryzysu, żaden z jego depozytariuszy nie straciłby ani centa.

Kiedy rozeszły się plotki o Banku Stanów Zjednoczonych, Inspektor Banków Stanu Nowy Jork, Nowojorski Bank Rezerwy Federalnej i Izba Rozliczeniowa Stowarzyszenia Banków Nowojorskich usiłowały wypracować plan uratowania go poprzez zgromadzenie funduszu zabezpieczającego lub poprzez dokonanie jego fuzji z innymi. Były to wypracowane już przy wcześniejszych panikach wzory działania. Jeszcze na dwa dni przed jego zamknięciem wysiłki te, zdawało się, przyniosą sukces.

Plan jednak się załamał, głównie z powodu szczególnego charakteru banku Stanów Zjednoczonych oraz uprzedzeń środowiska bankierskiego. Sama już jego nazwa, silnie oddziałująca na imigrantów, budziła oburzenie innych bankierów. O wiele ważniejsze było jednak to, że stanowił on własność i był zarządzany przez Żydów i że obsługiwał głównie społeczność żydowską. Był on jednym z garstki banków żydowskich, który stanowił, w większym stopniu aniżeli prawie wszystkie inne, rezerwat dla ludzi dobrze urodzonych i dobrze sytuowanych. Nie przez przypadek zaplanowany ratunek przewidywał jego fuzję z jedynym ważnym bankiem nowojorskim, który był w większości własnością Żydów i był przez nich prowadzony oraz z dwoma mniejszymi bankami żydowskimi.

Plan upadł, gdyż w ostatnim momencie wycofała się z proponowanego układu Nowojorska Izba Rozliczeniowa, podobno ze względu na antysemityzm części czołowych postaci środowiska bankierskiego. Na ostatnim spotkaniu bankierów Joseph A. Broderick, późniejszy Inspektor Banków Stanu Nowy Jork, usiłował, bez powodzenia, skłonić ich do wspólnej akcji. „Powiedziałem” – oświadczył on później w trakcie przewodu sądowego –

„że [Bank Stanów Zjednoczonych] ma tysiące dłużników. Że finansuje drobnych kupców, zwłaszcza żydowskich i że zamknięcie go mogłoby i prawdopodobnie spowoduje masowe bankructwa wśród tych, których obsługuje. Ostrzegałem, że zamkniecie go wywoła przynajmniej 10 innych plajt bankowych w tym mieście i że może dotknąć nawet banki oszczędnościowe. Powiedziałem im, że skutki tego zamknięcia mogą nawet dać o sobie znać i poza Nowym Jorkiem.

Przypomniałem im, że nie dalej jak dwa czy trzy tygodnie wcześniej uratowali dwóch spośród największych bankierów nowojorskich, ochoczo wykradając potrzebne pieniądze. Przywołałem też zdarzenie sprzed raptem siedmiu czy ośmiu lat, kiedy to przyszli z pomocą jednemu z największych nowojorskich towarzystw powierniczych, wykładając wiele razy większą kwotę aniżeli ta, która jest potrzebna do uratowania Banku Stanów Zjednoczonych, ale argumenty te trafiły tylko do niewielu z nich.

Spytałem, czy ich decyzja o porzuceniu tego planu jest nadal ostateczna. Powiedzieli, że tak. Ostrzegłem ich wtedy, że popełniają największy błąd w historii bankowości Nowego Jorku.”

Zamknięcie Banku Stanów Zjednoczonych było tragiczne dla jego właścicieli i depozytariuszy. Dwóch właścicieli stanęło przed sądem, zostało skazanych i odsiedziało wyroki więzienia za to, co wszyscy zgodnie uznali za „techniczne” naruszenie prawa. Depozytariusze z kolei nawet tę część swych funduszy, które ostatecznie odzyskali, mieli unieruchomioną na lata. Dla kraju jako całości skutki tego wszystkiego były jeszcze poważniejsze. Depozytariusze w całym kraju z obawy o bezpieczeństwo swoich wkładów doprowadzili do zwiększenia liczby panik, które sporadycznie wybuchały już wcześniej. Banki plajtowały więc gromadnie. W samym tylko grudniu 1930 roku zbankrutowało ich 352.

Gdyby nigdy nie powołano Systemu Rezerwy Federalnej, a rozpoczęły się podobne serie runów, zostałyby podjęte bez wątpienia te same środki co w roku 1907 ograniczenia wypłat. Byłby to oczywiście krok znacznie bardziej drastyczny od tego, który podjęto w ostatnich miesiącach roku 1930. Zapobiegając jednakże drenażowi rezerw z dobrych banków, ograniczenia prawie z pewnością zapobiegłyby następnym seriom bankructw bankowych w latach 1931, 1932 i 1933, podobnie jak szybko zakończyły takie plajty w roku 1907. Tak więc Bank Stanów Zjednoczonych mógłby wtedy okazać się zdolny do ponownego otwarcia, tak samo jak Knickerbocker Trust Company w roku 1908. Panika by się skończyła, powróciłoby zaufanie i jest bardzo prawdopodobne, że ożywienie gospodarcze mogłoby się zacząć na początku 1931 roku, tak samo jak na początku 1908.

Istnienie Rezerwy Federalnej uniemożliwiło jednak zastosowanie tej drastycznej terapii i to z dwóch powodów: bezpośrednio w wyniku zmniejszenia obaw silniejszych banków, które jak się okazało, mylnie sądziły, że pożyczanie od Rezerwy daje im pewny mechanizm ocalenia na wypadek trudności: oraz pośrednio w wyniku uśpienia całego społeczeństwa, a systemu bankowego w szczególności, przekonanego, iż tak drastyczne kroki nie będą już dłużej potrzebne, bowiem teraz sprawy te załatwia sama Rezerwa.

System Rezerwy był w stanie zaoferować znacznie lepsze rozwiązanie, angażując się na wielką skalę w kupno na otwartym rynku obligacji rządowych. Wyposażyłoby to banki w dodatkową gotówkę zdolną zaspokoić roszczenia ich depozytariuszy. Zakończyłoby to, a przynajmniej znacznie zredukowało, ciąg bankructw bankowych i przeszkodziło (osłabiając masowe próby wydobycia gotówki z depozytów bankowych) w zmniejszeniu ilości pieniądza. Niestety, działania Fed były niezdecydowane i skromne. Stał on przeważnie bezczynnie z boku, pozwalając kryzysowi rozwijać się wedle jego własnej logiki. Było to zachowanie mające się raz po raz powtarzać w ciągu dwóch następnych lat.

Powtórzyło się już na wiosnę 1931 roku podczas narastania drugiego kryzysu bankowego. Jeszcze gorsze działania podjęto we wrześniu tego roku, gdy Wielka Brytania odeszła od złotego standardu (gold standard). Po dwóch latach ostrego kryzysu Fed zareagował wówczas podnosząc stopę procentową (stopę dyskontową), co zwiększyło popyt na pożyczki bankowe bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości. System Rezerwy podjął tę decyzję, aby oddalić niebezpieczeństwo drenażu własnych rezerw złota przez zagranicznych posiadaczy dolarów, co obawiano się nastąpi w wyniku brytyjskiego odejścia od złotego standardu. Krajowe skutki tej decyzji miały jednak wysoce deflacyjny charakter, stwarzając dalszy nacisk zarówno na banki handlowe, jak i przedsiębiorstwa. Fed mógł, poprzez kupowanie na otwartym rynku rządowych papierów wartościowych, skompensować ten ostry cios pieniężny, który sam zadał walczącej gospodarce, ale nie zrobił tego.

Do dużych zakupów na otwartym rynku System Rezerwy przystąpił wreszcie w roku 1932 pod silnym naciskiem Kongresu. Korzystne tego efekty właśnie zaczynały być odczuwalne, gdy Kongres zakończył obrady i Fed szybko zaprzestał realizacji tego programu.

Końcowym epizodem tej smutnej opowieści była panika bankowa z roku 1933, ponownie zapoczątkowana serią bankowych plajt. Uległa ona rozszerzeniu w okresie interregnum. Franklin D. Roosevelt został bowiem wybrany 8 listopada 1932 roku, ale rozpoczął urzędowanie dopiero 4 marca 1933 roku. Hoover jako ustępujący prezydent nie chciał zaś w tym czasie podejmować drastycznych kroków bez współpracy z prezydentem elektem, FDR natomiast nie chciał brać na siebie odpowiedzialności przed rozpoczęciem urzędowania.

Kiedy panika dosięgła banków nowojorskich, uległ jej także sam System Rezerwy Federalnej. Przewodniczący Nowojorskiego Banku Rezerwy próbował bezskutecznie przekonać prezydenta Hoovera, aby ogłosił ogólnokrajowe wakacje bankowe w ostatnim dniu swego urzędowania. Przyłączyła się do niego następnie lzba Rozliczeniowa Banków Nowojorskich i Stanowy Inspektor Banków, aby przekonać gubernatora stanu Nowy Jork, Lehmana, by ogłosił stanowe wakacje bankowe w dniu inauguracji FDR, tj. 4 marca 1933 roku. Bank Rezerwy Federalnej zamknął wtedy swoje podwoje razem z bankami handlowymi. Podobne akcje podjęli i inni gubernatorzy. Ostatecznie, ogólnokrajowe wakacje bankowe zostały proklamowane przez prezydenta Roosevelta 6 marca.

Tak więc, system bankowości centralnej ustanowiony głównie po to, aby uczynić niepotrzebnymi ograniczenia wypłat, sam dołączył do banków handlowych w najbardziej powszechnym, najszerszym i najbardziej zakłócającym życie gospodarcze ograniczeniu wypłat, jakie kiedykolwiek przeżywały w swej historii Stany Zjednoczone. Można się z pewnością solidaryzować z komentarzem Hoovera z jego wspomnień: „Doszedłem do wniosku, że [Zarząd Rezerwy] jest rzeczywiście słabym oparciem dla kraju w chwili trudności.”

W szczytowym punkcie aktywności gospodarczej, w połowie roku 1929 działało w Stanach Zjednoczonych blisko 25 tysięcy banków handlowych. Do początku roku 1933 ich liczba skurczyła się do 18 tysięcy. Kiedy po dziesięciu dniach trwania wakacji bankowych prezydent Roosevelt ogłosił ich zakończenie, zezwolono na otwarcie mniej niż 12 tysiącom banków i tylko 3 tysiącom dalszych w późniejszym terminie. Ogółem więc w okresie czterech lat, w wyniku bankructw, fuzji i likwidacji, zniknęło około 10 tysięcy spośród 25 tysięcy banków.

Globalna ilość pieniądza spadła równie drastycznie. Z każdych trzech dolarów w depozytach i gotówce, które były w posiadaniu ludności w roku 1929, pozostało w roku 1933 mniej niż dwa dolary. Było to załamanie monetarne nie mające dotąd precedensu.

FAKTY I INTERPRETACJE

Wszystkie te fakty nie podlegają dziś dyskusji, choć należy podkreślić, iż nie były znane ani dostępne większości ówczesnych obserwatorów, włącznie z Johnem Maynardem Keynesem. Dają się one jednak rozmaicie interpretować. Czy załamanie monetarne było przyczyną załamania gospodarczego czy jego skutkiem? Czy System Rezerwy Federalnej mógł zapobiec załamaniu monetarnemu? Czy też nastąpiło ono mimo najlepszych jego wysiłków jak mniemało wielu obserwatorów tamtego okresu? Czy kryzys rozpoczął się w Stanach Zjednoczonych i rozszerzył się za granicę, czy też siły działające z zagranicy przekształciły to, co mogło być w Stanach zupełnie łagodną recesją w bardzo ostry jej przypadek?

Przyczyna czy skutek

Jeśli idzie o sam System Rezerwy, to nie wyrażał on nigdy żadnych wątpliwości co do odgrywanej przez siebie roli. Jego zdolność samousprawiedliwiania się była tak wielka, że Zarząd Rezerwy Federalnej był w stanie w swym Rocznym Raporcie za rok 1933 stwierdzić: „Umiejętność banków Rezerwy Federalnej w sprostaniu potężnemu popytowi na gotówkę w czasie kryzysu udowodniła skuteczność krajowego systemu pieniężnego, zbudowanego dzięki ustawie o Rezerwie Federalnej. (…) Trudno powiedzieć jaki kurs przybrałaby depresja, gdyby System Rezerwy Federalnej nie prowadził polityki liberalnych zakupów na otwartym rynku.”

Załamanie monetarne było zarówno przyczyną jak i skutkiem załamania gospodarczego. Zrodziło się w dużej mierze dzięki polityce Rezerwy Federalnej i uczyniło bez wątpienia kryzys gospodarczy poważniejszym. Z drugiej strony jednak załamanie ekonomiczne, gdy się już zaczęło, uczyniło z kolei kryzys monetarny jeszcze surowszym. Pożyczki bankowe, które mogły być „dobrymi” pożyczkami podczas łagodniejszych depresji, stały się „złymi” pożyczkami w czasie poważnego kryzysu gospodarczego. Niespłacenie pożyczek osłabiło udzielające ich banki a przez to zwiększyło pokusę u ich depozytariuszy, aby na nie masowo ruszyć. Plajty, zmniejszająca się produkcja, rosnące bezrobocie wszystko to rodziło uczucie niepewności i obawy. Chęć przekształcenia aktywów w ich najbardziej płynną formę pieniądza, i to pieniądza najbezpieczniejszego, czyli gotówkę, stała się powszechna. „Sprzężenie zwrotne” jest – jak widzimy – dominującą cechą systemu gospodarczego.

Fakty, które znamy obecnie są nieomal rozstrzygające. System Rezerwy nie tylko miał mandat legislacyjny, aby zapobiec załamaniu monetarnemu, ale mógł to uczynić, gdyby mądrze użył uprawnień przyznanych mu w ustawie o Rezerwie Federalnej. Obrońcy systemu przedstawiają całą serię wymówek. Żadna z nich nie wytrzymuje jednak uważnej analizy. Żadna nie stanowi przekonującego usprawiedliwienia dla niepowodzenia Systemu w wykonaniu zadania, do którego realizacji powołali go jego twórcy. System nie tylko mógł zapobiec katastrofie monetarnej, ale wiedział jak to zrobić. W latach 1929, 1930 i 1931 Nowojorski Bank Rezerwy Federalnej raz po raz nalegał, aby System podjął się na wielką skalę zakupów na otwartym rynku, tego kluczowego działania, które powinien wykonać, ale którego nie zrobił. Nowy Jork zlekceważono nie dlatego, że jego propozycje były źle skierowane lub niewykonalne, ale z powodu walki o władzę toczonej wewnątrz Systemu. Z jej powodu zarówno pozostałe banki Rezerwy Federalnej jak i Zarząd w Waszyngtonie nie były skłonne zaakceptować przywództwa Nowego Jorku. Alternatywą okazało się niezdecydowane i chaotyczne przywództwo Zarządu. Do prawidłowych działań wzywały także rozsądne głosy spoza Systemu. Kongresmen ze stanu Illinois, A. J. Sabath zabierając głos w Izbie Reprezentantów powiedział: „Żądam stanowczo tego, co leży w kompetencjach Zarządu Rezerwy Federalnej – aby przyszła z odsieczą w tej rozpaczliwej sytuacji finansowej i gospodarczej.” Podobne poglądy wyrażali niektórzy krytycy akademiccy, łącznie z Karlem Boppem, który został później przewodniczącym Filadelfijskiego Banku Rezerwy. Na posiedzeniu Rezerwy Federalnej, na której, w wyniku bezpośredniego nacisku Kongresu, zatwierdzono operacje zakupów na otwartym rynku na rok 1932, Ogden L. Mills, ówczesny Sekretarz Skarbu i ex officio członek Zarządu, tak wyjaśnił swój głos za podjęciem tej akcji: „Było czymś prawie niepojętym i niewybaczalnym, że wielki system bankowości centralnej posiadając 70 procent rezerw złota, stał bezczynnie i nie podejmował w takiej sytuacji żadnych aktywnych kroków”. Jednakże tak właśnie System się zachowywał przez dwa poprzednie lata i znowu miał się tak zachowywać, gdy tylko Kongres zakończył kilka miesięcy później obrady oraz w trakcie szczytowego i ostatniego kryzysu bankowego w marcu 1933 roku.

Gdzie się zaczął kryzys?

Rozstrzygającym dowodem na to, że kryzys rozprzestrzenił się na resztę świata ze Stanów Zjednoczonych, a nie odwrotnie, jest obserwacja ruchów złota. W roku 1929 Stany Zjednoczone opierały się na złocie (gold standard) w tym znaczeniu, że istniała jego oficjalna cena (20 dolarów i 67 centów za uncję), po której rząd je kupował oraz sprzedawał na żądanie. Większość innych ważnych krajów opierała się na tak zwanym standardzie waluty złotej (gold exchange standard). W jej ramach one również określały oficjalną cenę złota w jednostkach własnych walut. Ta oficjalna cena podzielona przez oficjalną cenę amerykańską dawała oficjalny kurs waluty, to znaczy cenę ich waluty liczona w dolarach. Kraje te mogły, choć nie musiały, sprzedawać swobodnie złoto po cenie oficjalnej, ale zobowiązały się utrzymywać stały kurs waluty na poziomie określonym przez te dwie ceny oficjalne, kupując i sprzedając na żądanie dolary po owym kursie. W ramach tego systemu, jeżeli mieszkańcy Stanów Zjednoczonych lub inni posiadacze dolarów wydali (lub pożyczyli albo przekazali) za granicą więcej dolarów aniżeli otrzymujący te dolary chcieli ich wydać (lub pożyczyć albo przekazać) w Stanach Zjednoczonych, ci ostatni mogli zażądać różnicy w złocie. Złoto płynęło zatem ze Stanów Zjednoczonych do innych krajów. Jeżeli bilans był odwrotny, to znaczy posiadacze obcych walut chcieli wydać (ewentualnie pożyczyć lub dać) więcej dolarów w Stanach Zjednoczonych aniżeli posiadacze dolarów chcieli ich wymienić na obce waluty celem wydania (lub pożyczenia albo ofiarowania) za granicą, to ci pierwsi uzyskiwali ekstra dolary, kupując je od swoich banków centralnych po oficjalnym kursie. Banki centralne z kolei uzyskiwały owe ekstra dolary wysyłając złoto do Stanów Zjednoczonych. Oczywiście w praktyce większość takich transferów nie pociągała za sobą dosłownego przewozu złota przez ocean. Większość złota posiadanego przez zagraniczne banki centralne była przechowywana w skarbcach Nowojorskiego Banku Rezerwy Federalnej, z zaznaczeniem jakiego kraju jest własnością. Transfer dokonywany był przez zmianę nalepek na pojemnikach ze sztabami złota, przechowywanych w głębokich suterenach banku przy Liberty Street 33, w rejonie Wall Street.

Gdyby kryzys narodził się za granicą a Stany Zjednoczone przeżywały w tym czasie boom, to pogarszająca się sytuacja gospodarcza w innych krajach zmniejszyłaby amerykański eksport, a dzięki obniżeniu kosztów zagranicznych dóbr pobudziła ich import do Stanów. Efektem byłyby starania, aby wydać (ewentualnie pożyczyć lub dać) za granicą więcej dolarów aniżeli otrzymujący je chcieliby ich wykorzystać w USA. Nastąpiłby więc odpływ złota ze Stanów. Zmniejszyłby on rezerwy złota Systemu Rezerwy Federalnej. To z kolei skłoniłoby System do redukcji ilości pieniądza. W ten oto sposób system stałych kursów wymiennych przenosi presje deflacyjne (lub inflacyjne) z jednego kraju do drugiego. Gdyby zatem taki był bieg wypadków, Rezerwa Federalna mogłaby słusznie twierdzić, że jej działania były reakcją na presję pochodzącą z zagranicy.

I odwrotnie. Jeśli kryzys narodziłby się w Stanach, pierwszym skutkiem byłby spadek liczby dolarów amerykańskich, które ich posiadacze chcieliby wykorzystać za granicą i wzrost liczby dolarów, które inni chcieliby wykorzystać w Stanach. Wywołałoby to napływ złota do USA. To z kolei wywarłoby presję na inne kraje, aby zredukowały ilości własnej waluty. Tą właśnie drogą deflacja amerykańska przeniosłaby się za granicę.

Fakty są jasne. Od sierpnia roku 1929 do sierpnia roku 1931, czyli w ciągu dwóch pierwszych lat kurczenia się aktywności gospodarczej, zapasy amerykańskiego złota rosły. Jest to bezsporny dowód na to, że Stany Zjednoczone kroczyły w pierwszej fali kryzysu. Gdyby System Rezerwy Federalnej stosował zasady obowiązujące przy standardzie waluty złotej (gold exchane standard), powinien był w reakcji na napływ złota zwiększyć ilość pieniądza. Zamiast tego pozwolił na faktyczne zmniejszenie tej ilości.

Kiedy kryzys był już w toku i przeniósł się do innych krajów, nastąpił, rzecz jasna, jego zwrotny wpływ na gospodarkę amerykańską. Stanowi to kolejny przykład wszechobecności sprzężeń zwrotnych w każdej złożonej gospodarce. Kraj będący w awangardzie kryzysu nie musi tam wiecznie pozostawać. Francja, w efekcie powrotu w roku 1928 do waluty opartej na złocie, po kursie, który niedoszacował franka, nagromadziła spory zapas tego kruszcu. Miała więc duże pole manewru i mogła się przeciwstawić presji deflacyjnej idącej ze Stanów Zjednoczonych. Zamiast tego prowadziła jeszcze ostrzejszą niż one politykę deflacyjną i zaczęła nie tylko powiększać swoje zapasy złota, ale także do końca 1931 roku ściągać złoto ze Stanów. Wątpliwa korzyść jaką z tego odniosła polegała na tym, że gospodarka amerykańska osiągnęła dno recesji w chwili zawieszenia wymienialności złota w marcu 1933 roku, a francuska dobiła do swojego dna dopiero w kwietniu 1935 roku.

Skutki kryzysu dla Systemu Rezerwy Federalnej

Ironicznym efektem uporczywej polityki monetarnej prowadzonej przez Zarząd Rezerwy Federalnej na przekór dobrym radom Nowojorskiego Banku Rezerwy, było totalne zwycięstwo Zarządu w toczonej walce o władzę między nim a Bankiem Nowojorskim i innymi bankami Rezerwy. Fakt, że powstał mit jakoby prywatna przedsiębiorczość, włącznie z prywatnym systemem bankowym, dowiodła swego bankructwa i rząd potrzebuje w związku z tym więcej uprawnień władczych, aby przeciwdziałać rzekomo wrodzonej niestabilności prywatnego rynku, dowodził, że niepowodzenia Systemu Rezerwy stworzyły korzystny klimat polityczny dla przyznania Zarządowi większego nadzoru nad bankami regionalnymi.

Jedną z oznak tej zmiany była przeprowadzka Zarządu Rezerwy Federalnej, ze skromnych pomieszczeń biurowych w budynku Skarbu USA do wspaniałej budowli w stylu greckiej świątyni przy Constitution Avenue. Od tamtej pory dobudowano zresztą do niej jeszcze dodatkowy wielki budynek.

Ostateczną i symboliczną oznaką przesunięcia punktu ciężkości władzy była zmiana nazwy Zarządu oraz tytułów przewodniczących banków regionalnych. W bankach centralnych tytułem prestiżowym jest gubernator, nie prezes. W latach 1913-1935 przewodniczący banku regionalnego nosił tytuł gubernatora, centralny urząd w Waszyngtonie nazywany był Zarządem Rezerwy Federalnej. Tylko przewodniczący Zarządu nazywany był gubernatorem, pozostali członkowie byli po prostu „członkami Zarządu Rezerwy Federalnej”. Ustawa bankowa z roku 1935 wszystko zmieniła. Przewodniczącym banków regionalnych odebrano tytuły gubernatorów i przyznano tytuły prezesów. Zwięzła nazwa „Zarząd Rezerwy Federalnej” została zastąpiona nieporęczną „Zarząd Gubernatorów Rezerwy Federalnej”. Jedynym celem tej zmiany było to, aby każdy z członków Zarządu mógł być nazwany gubernatorem.

Niestety, wzrostowi władzy, prestiżu i oznak dostojeństwa nie towarzyszyła odpowiadająca temu poprawa działania. Od roku 1935 System stał na czele i w dużym stopniu przyczynił się do poważnej recesji w latach 1937-38, inflacji z okresu wojny i tuż po niej, oraz wahadłowej od tej pory gospodarki z jej naprzemiennymi skokami w górę i w dół stopy inflacji i poziomu bezrobocia. Każdy kolejny szczyt inflacji oraz każdy kolejny najniższy poziom bezrobocia znajdowały się na coraz to wyższym poziomie, przy czym przeciętny poziom bezrobocia stopniowo wzrastał. System nie popełnił tego samego błędu co w latach 1929-33, polegającego na przyzwoleniu lub podsycaniu załamania monetarnego. Popełnił natomiast błąd przeciwny, podsycając niepotrzebnie szybki wzrost ilości pieniądza i pobudzając tym inflację. Co więcej, zataczając się od jednego ekstremum do drugiego, wywoływał wciąż nie tylko boomy, ale i recesje, czasami łagodne, a czasami ostre.

Pod jednym wszakże względem był on całkowicie konsekwentny. Za wszystkie kłopotliwe problemy obciążał czynniki zewnętrzne, znajdujące się poza jego wpływem, a za wszystkie pozytywne zdarzenia sobie przypisywał zasługę. Krzewił tym samym dalej mit, że gospodarka prywatna jest niestabilna. Tymczasem w rzeczywistości jego własna działalność ciągle potwierdza inną tezę, tę mianowicie, że to rząd jest obecnie ważnym źródłem gospodarczej niestabilności.

„Wolny wybór” Milton i Rose. Tlumaczenie z: Milton & Rose Friedman, FREE TO CHOOSE. Rozdzial 3: Anatomia kryzysu.

(Sformatował: Grzegorz Świderski)